Przyjeżdżasz do Rzymu na kongres i za nic masz liczne rozproszenia. Twoje siły błyskawicznie wracają, gdy tylko usłyszysz w oddali 'front, front, front, my baby!' Twoja czapka PC wisi na honorowym kołku, obiecujesz wyciągać ją tylko na specjalne okazje. Lubisz malować. Narzekasz tylko na sfermentowane soki w kartonach. Tak trzymać!
Twoje glowne zadanie polega na nieogarnianiu imprezy na Zamenhofa - opcjonalnie na zabunkrowaniu sie we wlasnym lozku (niekoniecznie solo), dopoki impreza nie dobiegnie konca. Kochasz cudzesy palone na balkonie, panicznie boisz sie babci z pietra nizej. Przestan sie znecac nad wspollokatorkami!